O Syrenie z Trzęsacza

Polskie legendy z kulinarnym przymrużeniem oka
O Syrenie z Trzęsacza
Marta Karbowa-Grzonkowska Marta Karbowa-Grzonkowska

O Syrenie z Trzęsacza

Dawno temu w Trzęsaczu, który był niewielką rybacką osadą, mieszkał rybak Bogusław. Mieszkańcy wioski bardzo go szanowali, bo był pracowity i niezwykle odważny. To on pierwszy wypływał w morze i często wracał ostatni, nie zważając na to, że fale robią się coraz silniejsze, a pobyt na wodzie bardziej niebezpieczny. Widać było, że młody rybak kocha Bałtyk, a morze w niejasny sposób zdawało mu się sprzyjać.

Nastały ciężkie czasy dla wszystkich mieszkańców Trzęsacza. Mimo że rybacy ciężko pracowali i dużo czasu spędzali na morzu ich sieci wciąż były puste. Wszyscy bardzo się martwili. Wprawdzie nie cierpieli głodu, dzięki swoim uprawom i hodowli zwierząt, jednak bardzo brakowało im ryb. Wiadomo przecież, że spożywanie ryb zwiększa odporność na choroby i sprawia, że nasze głowy pracują dużo sprawniej.

Pewnego razu Bogusław wypłynął w morze o świcie, by jak co dzień zarzucić swoje sieci. Nie spodziewał się owocnego dnia. Gdy ściągał sieci, dziwił się, że bardzo dużo ważą. W okolicy już od kilku miesięcy nikt nie miał udanego połowu. Jakież było jego zdumienie, gdy w sieci ujrzał syrenę. Była przecudnej urody i rybak poczuł, że oddałby wiele, by już zawsze móc patrzeć jej w oczy.

- Jestem Zielenica, córka króla Bałyku. Złowiłeś mnie, ponieważ byłam nieostrożna. Już od dawna towarzyszę Ci w pracy, jednak nigdy mnie nie zauważyłeś. Czy mógłbyś mnie wypuścić? – powiedziała syrena.

- Oczywiście. Choć bardzo bym chciał, żebyś została ze mną już na zawsze – odpowiedział Bogusław.

- Nie mogę. W odmętach czekają na mnie siostry i ojciec. Będą za mną bardzo tęsknić. Gdy ich porzucę, przestanę być nieśmiertelna – dodała Zielenica, czując w sercu, że wiele by dała, by móc zostać z rybakiem.

- W takim razie zwracam Ci wolność. Powiedz mi jednak jeszcze proszę, dlaczego nasze sieci wciąż są puste?

- Mój ojciec rozgniewał się na was. Łowiliście więcej ryb niż było trzeba, skazując tym samym niektóre gatunki na wymarcie.

- Czy jeśli obiecam, że wszyscy zwrócimy uwagę na to, by nie krzywdzić ryb niepotrzebnie, pozwolicie nam znów korzystać z dóbr Bałtyku?

- Przekażę Twą prośbę ojcu. Myślę, że się zgodzi, ale nie mogę nic obiecać.

Bogusław oswobodził Zielenicę z sieci. Pomachała mu ręką na pożegnanie i zanurzyła się w głębinach.

Od tej pory rybak wyruszał codziennie w morze już nie tylko po to, by łowić ryby, ale by zobaczyć Zielenicę w toni morskiej. Niestety syrena wciąż nie dawała znaku życia. Za to rybacy zaczęli wracać z wypraw z pełnymi łodziami. Wszystko wskazywało na to, że syrena wybłagała u ojca litość dla mieszkańców Trzęsacza.

Pewnego razu Bogusław siedział zadumany wieczorem przed swoja chatą i patrzył się w morze. Podeszła do niego piękna dziewczyna. Wystarczyło jedno spojrzenie w jej oczy, by rozpoznać w niej Zielenicę.

- Witaj Bogusławie. Od naszej rozmowy myślę tylko o Tobie. Czy zgodzisz się przyjąć mnie pod swój dach? Czy zechcesz, żebyśmy byli razem na dobre i na złe? Dla Ciebie zrezygnowałam z bycia syreną. Teraz jestem taką samą dziewczyną, jak wszystkie inne - powiedziała Zielenica.

- Nie taką jak inne. Ja kocham tylko Ciebie. Zapraszam Cię w me skromne progi. Nie śmiałem nawet marzyć o tym, że kiedyś do mnie przyjdziesz – odrzekł Bogusław.

Od tej pory Zielenica i Bogusław wiedli wspólnie szczęśliwe i długie życie. Gdy nadszedł kres ich dni, pochowano ich na cmentarzu przy kościele.

Król Bałtyk nigdy nie pogodził się jednak ze stratą córki. Od czasu jej pogrzebu kawałek po kawałku niszczy brzeg w Trzęsaczu, by Zielenica mogła powrócić do podwodnego domu.

Facebook Pinterest Instagram e-mail
Powrót