O Smoku Wawelskim

Polskie legendy z kulinarnym przymrużeniem oka
O Smoku Wawelskim
Marta Karbowa-Grzonkowska Marta Karbowa-Grzonkowska

O Smoku Wawelskim

W dawnych czasach panował na Wawelu dobry książę o imieniu Krak. Bardzo dbał o swoich poddanych i mądrze władał całym księstwem. Dzięki jego roztropnym rządom kraina opływała w dostatek, a ludziom żyło się spokojnie.

Książę Krak miał piękną córkę o imieniu Wanda, którą bardzo lubili jej rówieśnicy. Nie wywyższała się przy koleżankach i pomagała wszystkim, kiedy tylko mogła. To ona często przekazywała ojcu, z czym mają problem jego poddani i prosiła, by zajął się ich kłopotami.

Wanda uwielbiała wychodzić z zamku, znajdującego się na wzgórzu, nad Wisłę i tam bawić się z innymi dziewczętami i chłopcami.

Nad rzeką lubił też przebywać młody kucharz Skuba. Nigdy jednak nie zbliżał się do otoczenia księżniczki, bo był zbyt nieśmiały. Patrzył tylko z daleka, jak Wanda spędza czas z innymi. Z jej zachowania domyślał się, że jest nie tylko piękna, ale również mądra i dobra. Ani się spostrzegł, jak zakochał się w księżniczce. Jednak nikomu nie mówił o swym uczuciu. Nie wierzył, by kiedykolwiek jego wybranka mogła je odwzajemnić.

Wkrótce potem na gród Kraka spadło nieszczęście. Pod Wawelem osiedlił się smok. Znad rzeki widać było, jak czasem wystawia pysk z jamy, kłapie paszczą i zieje ogniem. Krak wraz z najważniejszymi rycerzami w księstwie zastanawiali się, co zrobić, żeby smok nie zrobił nikomu krzywdy. Wymyślili, że jeśli mieszkańcy będą dostarczać mu jedzenie, nie będzie napadał na okoliczne gospodarstwa.

Od tej pory wszyscy przynosili mu pożywienie. Żeby jak najbardziej przypodobać się gadowi, dawali mu głównie różne barwne słodycze, zapakowane w kolorowe opakowania. Skuba obserwował z daleka, jak smok pędzi na poczęstunek ze swej jamy za każdym razem, gdy usłyszy odgłos kroków.

Jednak smok nie był szczęśliwy. Stał się niespokojny i rozdrażniony. Ryczał coraz głośniej. Nikt w okolicy nie mógł już spać w nocy, ani skupić się na pracy w ciągu dnia.

Skuba widział z daleka smutną minę smoka. Domyślał się, dlaczego zwierzę coraz gorzej się czuje. Mieszkańcy nie myśleli przecież o zdrowiu smoka. Chcieli jednie, by był zadowolony. A, że smok był strasznym łakomczuchem, to zjadał wszystkie słodycze, które przynosili mu ludzie. W ich skład wchodziły różne konserwanty i barwniki, żeby smakołyki były jak najbardziej atrakcyjne. A te dodatki, jak wiadomo, bardzo źle wpływają na samopoczucie. No i oczywiście smok jadł za dużo cukru, a z mało warzyw, owoców, kasz i innych produktów, które pozwalają mieć dużo siły i zdrowia.

Młodemu kucharzowi szkoda było zarówno smoka, jak i okolicznych mieszkańców. Przezwyciężył wrodzoną nieśmiałość i udał się na Wawel, przed oblicze Kraka. Opowiedział mu o swoich obserwacjach. Wanda, która siedziała na tronie obok ojca, z podziwem patrzyła na Skubę. Kucharz zachęcony spojrzeniem księżniczki, zaproponował, że zajmie się przygotowywaniem jedzenia dla smoka.

Od tej pory Skuba codziennie w książęcej kuchni szykował pyszne i zdrowe potrawy dla smoka, pełne warzyw, owoców, pełnoziarnistych zboż, mięsa i ryb. A potem chodził razem z Wandą nad rzekę, do smoczej Jamy, by nakarmić zwierzę. Po zastosowaniu nowej diety, okazało się, że gad jest spokojny z natury. Z wielką wdzięcznością przyjmował jedzenie od Skuby i bardzo go polubił. Po tygodniu merdał ogonem jak pies za każdym razem, gdy kucharz go odwiedzał.

W taki oto sposób, znów spokój i dobrobyt zapanowały w grodzie Kraka. Wszyscy na zamku byli bardzo zadowoleni, bo Skuba pozwalał im smakować potraw przeznaczonych dla smoka. A najbardziej ze wszystkich szczęśliwy był bohaterski kucharz, ponieważ udało mu się zaskarbić sympatię pięknej Wandy. Wszyscy przecież wiemy, że do serca najłatwiej dotrzeć przez żołądek.

Facebook Pinterest Instagram e-mail
Powrót