O Bazyliszku

Polskie legendy z kulinarnym przymrużeniem oka
O Bazyliszku
Marta Karbowa-Grzonkowska Marta Karbowa-Grzonkowska

O Bazyliszku

W dawnych czasach w ruinach spalonego budynku przy Starym Rynku w Warszawie osiedlił się potwór. Przynajmniej tak twierdziły dzieci, które mieszkały na Starym Mieście. Nazywały go Bazyliszkiem. Najodważniejsze z nich zaglądały czasem do podziemi groźnej kamienicy, ale zawsze uciekały z nich w popłochu. W ciemności można było spostrzec poruszający się tajemniczy cień o trochę dziwnym, smoczym kształcie. Nikt nie odważył się spotkać się ze straszydłem twarzą w twarz.

Pewnego dnia Joasia biegła do domu ze szkoły. Wiał silny wiatr i nad głowami ludzi zbierały się czarne chmury. Zanosiło się na burzę, a dziewczynka bardzo bała się piorunów. W pewnej chwili na niebie zaczęło się błyskać. Joasia była akurat na Starym Rynku. Postanowiła schronić się w opuszczonej kamienicy. W środku było cicho i ciepło. Usiadła. Nagle przypomniała sobie o opowieściach krążących o tym domu. Nigdy nie dawała im wiary. Była córką lekarza i uważała, że zanim wypowie się na jakiś temat, musi najpierw go choć trochę zgłębić. Zajrzała do piwnicy.

W ciemności poruszył się cień. Dziewczynka odważnie zeszła na dół. Przez piwniczne okienko widać było, jak pioruny tańczą nad miastem. Błyski regularnie oświetlały ciemne wnętrze pomieszczenia.

Joasia widziała, że w piwnicy ktoś się ukrywa. Wyglądało też na to, że tajemniczy osobnik boi się burzy bardziej niż ona, bo zakrywał twarz rękoma przy każdym błysku pioruna.

-    Dzień dobry! – powiedziała dziewczynka. Kim jesteś?

-    Na imię mam Bazyli. Mieszkam w ciemności, bo światło bardzo razi mnie w oczy.

-    A cóż to za dziwny worek masz przytroczony do paska?

-    Nie mam rodziców i jestem bezdomny. Przebywam w kamienicy, która nie należy do mnie. Nie powinno mnie tu być. Cały swój dobytek przywiązałem do siebie, by w razie, gdyby ktoś nagle chciał mnie stąd wyrzucić, nie zgubić jedynych rzeczy, jakie posiadam.

Joasia uśmiechnęła się do siebie. Zrozumiała właśnie, dlaczego w opowieściach o Bazyliszku przewijało się sformułowanie „smoczy kształt”. Bazyli ciągnął bowiem za sobą worek, który z daleka wyglądał jak ogon smoka.

-    Dlaczego nie spróbujesz znaleźć sobie jakiegoś zajęcia i nie zamieszkasz w innym miejscu?

-    Mam problemy z oczami. Nie znalazłem nikogo, kto zechciałby dać mi pracę.

Joasia zastanowiła się chwilę. Wiedziała, że Bazyli jest bardzo biedny. Na podstawie opowieści taty, pomyślała sobie, że być może to złe odżywianie doprowadziło do problemów ze wzrokiem legendarnego Bazyliszka. By dbać o oczy trzeba jeść dużo pomarańczowych i zielonych warzyw, czasem żółtko jaja i śmietanę a także tłuste ryby i różne oleje roślinne. No i oczywiście nie można zapominać o tych wszystkich produktach, które mają witaminę C – czyli na przykład różnych owocach, papryce czy natce pietruszki. Postanowiła, że nie będzie opowiadać o tym wszystkim Bazylemu, tylko przyprowadzi tu swojego tatę. Jako wspaniały lekarz, na pewno lepiej mu wszystko wytłumaczy i postawi właściwą diagnozę. Ojciec Joasi już nie raz ratował różnych ludzi z opresji.

-    Bazyli, poczekaj tu na mnie. Przyprowadzę tu kogoś, kto na pewno udzieli Ci pomocy – powiedziała Joasia.

Burza właśnie ucichła. Dziewczynka pobiegła do domu, jak mogła najszybciej. Wpadła do gabinetu taty i wykrzyknęła:

-    Cześć Tatusiu! Obiecaj, że teraz ze mną pójdziesz, a ja w zamian poznam Cię z prawdziwym Bazyliszkiem.

Tata spojrzał z uśmiechem na Joasię. Pamiętał różne dziwne pomysły swojej córki, ale wiedział też dobrze, że dziewczynka nie spocznie, dopóki nie pokaże mu Bazyliszka. Wychodząc z domu, wziął na wszelki wypadek parasol przeciwdeszczowy i poszedł za córką.

Zdziwił się, gdy zaprowadziła go do opuszczonej kamienicy. Zdumiał się jeszcze bardziej, kiedy wszedł do środka i zobaczył, że ktoś siedzi w kącie piwnicy. Chłopiec był słaby i zaniedbany. Z przerażeniem mrużył oczy.

-    To Bazyli – przedstawiła nieznajomego Joasia.

-    Nie bój się mnie - powiedział lekarz. Pomogę Ci. Chodźmy od razu do mojego gabinetu. A po wizycie zapraszam do nas w gościnę. Odpoczniesz i dojdziesz do siebie. Potem na spokojnie znajdziemy Ci zajęcie.

Bazyli popłakał się ze wzruszenia. Ktoś wreszcie zainteresował się jego losem i obiecał otoczyć opieką, której tak bardzo potrzebował. Czuł, że od tego momentu jego życie się odmieni. A najbardziej cieszył się, że nie zawiódł się na Joasi, która wróciła do niego. Nowo poznana przyjaciółka okazała się być tą prawdziwą, bo wiadomo przecież, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Słowniczek:

przytroczony – przymocowany

zdumieć – być zaskoczonym

Facebook Pinterest Instagram e-mail
Powrót